Codziennie rano budzimy się ze świadomością, że aby zrobić następny krok trzeba o niego zawalczyć. Innym się to udaję, a ich życie to pasmo powodzeń. Innym wręcz na odwrót. Ja jednak odnoszę małe zwycięstwa, każdego dnia po trochu. Lecz to mi nie wystarcza. Chciałabym osiągnąć zbyt wiele, czasem nie zdaję sobie sprawy, że jestem bezradna w pewnych sytuacjach.
I w takich momentach odnoszę porażki. Nie mówię, że moje życie jest usiane różami, ale kiedy byłam młodsza wszystko wydawało się takie proste. Relacje z ludźmi, brak trosk czy zmartwień. Jednak już w podstawówce zdjęto mi klapki z oczu i to dość brutalne. Dowiedziałam się o sobie parę interesujących rzeczy. Na przykład to, że jestem kłamczuchą, bo powiedziałam, że nie mam kredek, a były schowane na dnie plecaka. Pozerką, bo moi rodzice to bardzo bogaci ludzie. Frajerką, bo nie mam przyjaciół. To jednak do mnie nie trafiało. Zabolało dopiero wtedy kiedy Ryana powiedział na mnie "gruba". Jedno słowo wstrząsnęło całą moją klasą, jakby od dawna szukali pewnego określenia dla mnie. I gdy w końcu znaleźli nie umieli przestać. Ciągle naśmiewania i upokorzenia spowodowały, że zamknęłam się w sobie. Z roześmianej dziewczyny, pełnej energii stałam się samotniczką z tendencją do tycia. Stres ukształtował mnie na nowo, a ja mu się poddawałam. Dopiero teraz, w liceum, widzę, że popełniłam okropny błąd. Stałam się numerem jeden wśród szkolnych popychadeł. Tylko dlatego, że miałam kilkanaście... może kilkadziesiąt kilo więcej niż moje rówieśniczki. Nikt mnie nie dostrzegał. Żyłam jak przez mgłę, a życie przelewało mi się przez palce. Ciągle spowodowana presja, obojętność rodziców i brak przyjaciela doprowadziły mnie na skraj.
Tak.Właśnie stoję na krawędzi.
Mostu.
Z pamiętnikiem w ręku.
I zamierzam skoczyć w bezdenną przepaść razem z swoim życiem zapisanym na tych kartkach papieru.
I zdaję sobie sprawę, że nikt nie będzie po mnie płakał.